
Liu Yang zabiera nas na kolacje do olbrzymiej hali targowej. Zaczynamy na parterze. Ze wszystkich strony lypia na nas jakies slepia. Olbrzymie homary, kraby wszelakiej masci i rozmiarow, krewetki, langusty, ostrygi, ogromny wybor ryb i stworzen blizej nam nieznanych.
???


Wszystko klebi sie i rozpaczliwie gmera mackami w powietrzu albo usiluje pozbyc sie krepujacych macki sznurkow. Jako ze wybor trudny, calkowicie zdajemy sie na Liu Yanga. Po krotkim obchodzie i orientacji w terenie kupujemy trzy wielkie, zywe kraby, kilogram zywych langust, malze, tez z kilo, pol kilograma lososia i szesc sztuk jakichs dziwnych, troche ostrygopodobnych stworow. Mamy dwie ciezkie, ruszajace sie torby.


Teraz do windy i na trzecie pietro. Tu znajduje sie restauracja, gdzie nam to wszystko przyrzadza. Cha, cha - Liu Yang martwi sie, ze mamy za malo jedzenia, moze trzeba bylo jeszcze kupic jedna rybe. Restauracja jest jak fabryka. Ogromna hala ze stolikami, a dookola niej kuchnie i osobne sale bankietowe. Bankiety sa tu bardzo popularne. Przy jednym stole zasiada pietnascie osob i imprezuja. Sa bardzo glosni, jedza tony jedzenia i pija piwo albo wodke. Najczesciej jedna osoba placi za wszystkich. Jak juz skoncza i wyjda, stol wyglada, jakby przez niego przeszlo tornado.

Pychotka!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz